Wszystko zaczęło się na początku 2003 roku, kiedy to Lucek poznał Ziela i jak to gitarzyści mało rozmawiali, a dużo grali. Jako że zespół powinien mieć kogoś ładniejszego od pary kaleson śpiewała Sylwia. Tak było przez ładnych kilka lat, aż Zieló po długiej i pełnej ofiar, nie tylko w ludziach, ale także w kawałkach odzieży wierzchniej i piórach ptactwa domowego batalii znalazł się na czwartym roku studiów i poznał Adamsa. Adams był bębniarzem (lub inaczej doboszem), w każdym razie potrafił będnić, łamać pałki i szukał właśnie kapeli. Początki bywają trudne, bo wiadomo problem z salą prób, z gratami itd. ale wrodzona charyzma nie pozwoliła nam siedzieć bezczynnie. W roli świętego Mikołaja wystąpił Zbigniew Zastawny, który w grudniu 2006 udostępnił nam salę ze sprzętem (!!) w akademiku Politechniki Lubelskiej. Nie mając już żadnej wymówki złożyliśmy skład, pożyczając basistę od kapeli Crossroads i ruszyliśmy na podbój showbusinessu pod dumną nazwą "Stonehead".
Po kilkunastu próbach, będących utrapieniem mieszkańców, których egzystencja była utrudnione pękaniem szklanek, luster i innego sprzętu gospodarstwa domowego, stwierdziliśmy że jesteśmy gotowi do koncertowania. Nasz mały świat pelen zapału kolidował jednak z realiami swiata szołbiznesu i koncerty z różnych przyczyn nie odbyły się. Z tego powodu niektórym zapał zmalał i nadszedł czas na zmiany. Zieló rzucił z hukiem gitare w kąt i przywłaszczył sobie takie małe czarne pudełko, które pozwalało mu być słyszanym nawet wtedy, gdy Adams dostawał małego szału maniaka. Jak widać bardzo mu się to pudełko spodobało i wkrótce stało się jego talizmanem, przez co gitara poczuła się opuszczona i spakowała walizki.
Przyszły wakacje...
Każdy udał się w swoją stronę i tu właściwie skończył się rozdział zespołu o dumnej nazwie "Stonehead". Po wakacjach wróciliśmy z nowym zapałem i nowymi pomysłami i od razu na fali tegoż zapału zaczęliśmy tworzyć. Stworzyliśmy pare tekstow, kilka przepisów kulinarnych i masę muzyki, na szczęście nie udało nam sie spłodzić niczego co ma ręce i nogi (chociaż mało brakowało - przyp. zieló). Jednakże nie samym tworzeniem człowiek żyje i jednego wieczoru po paru pięćdziesiątkach w Rider's Pub, zainspirowani płytą BLS "Hangover music" postanowiliśmy nazwać się "Hangover". Pewnej soboty na próbie pojawił się brat Lucka Lishay z zamiarem pogrania na drugiej gitarze, po krótkich negocjacjach został przyjęty.
W końcu przyszedł czas na debiut. Pierwszy koncert zespołu "Hangover" to WOŚP 2008, zostaliśmy całkiem nieźle przyjęci co utwierdziło nas w przekonaniu, że robimy rzeczy dobre i mało szkodliwe dla społeczeństwa. cdn...